• facebook
  • rss
  • Huragan w Auschwitz

    ks. Jacek M. Pędziwiatr

    dodane 29.01.2015 07:55

    Mojego taty też nikt nie zaprosił...

    Mój tata miał dwanaście lat, kiedy ruszyła machina śmierci Auschwitz. Mieszkał za płotem fabryki koncernu IG, budowanej rękami więźniów. Codziennie ukradkiem, przez szparę w okiennicach, liczył niekończące się szeregi szkieletów w łachmanach, pędzonych do roboty.

    Widział więcej, niż przystoi dziecku: człowieka utopionego w kałuży za to, że znalazł kawałek brukwi, więźnia zastrzelonego jak bażant na polowaniu, co wbiegł w obsadzony malwami ogródek za czapką, którą esesman zerwał mu z głowy i wyrzucił, prowokując do „próby ucieczki”. A raz nawet, tato, płacząc, opowiedział o chłopcu w pasiaku, który wyrwał się z szeregu, wpadł do sieni i schował się pod stojącym do góry dnem wielkim koszem wiklinowym na kapustę. Wbiegł za nim do domu żołnierz. Kopnął kosz. Strzelił chłopakowi w głowę. Koledzy więźniowie zabrali ciało na ramiona. Babcia szepcząc zdrowaśki, sprzątała z cementowej podłogi plamę życia, która nie chciała zniknąć.

    A potem mój tata nie musiał już przez szpary w okiennicach, po kryjomu, oglądać szkieletów ludzkich w pasiakach. Bo przez prawie trzy ostatnie lata wojny pracował z nimi ramię w ramię przy budowie fabryki koncernu IG. Ten luksus zawdzięczał esesmanowi, który - jadąc konno - przyłapał go późnym wieczorem na podkładaniu kromek chleba pod kamienie tam, gdzie nazajutrz mieli pracować więźniowie. Niemiec wyjął pistolet. Mój tata się popłakał i posikał. Żołnierz się jednak rozmyślił, spuścił lanie i zaciągnął do przymusowej roboty, za którą pół wieku później państwo niemieckie wypłaciło mojemu tacie dwa tysiące marek odszkodowania.

    Takich jak mój tata - chłopców i dziewcząt - było w czasie, kiedy Oświęcim był Auschwitz - setki. Nie dostali medalu. Nikt ich nie zaprasza na międzynarodowe obchody przy Bramie Śmierci. Ale nie mam o to do nikogo pretensji. Nie sposób o wszystkich pamiętać państwowo i oficjalnie, z jednakim rozmachem i zadęciem. Mnie wystarczy, że ja pamiętam. Mojemu tacie chyba też. On w ogóle cieszy się byle czym. Mam wrażenie, że każdy dzień jest dla niego wciąż jak kromka chleba, którą udało się podłożyć pod kamień na drodze do Auschwitz - tak, że żaden esesman tego nie zauważył. Przyszło mi to do głowy, kiedy zatkałem uszy, żeby nie dać się porwać politycznemu huraganowi, jaki rozszalał się wokół obchodów siedemdziesięciolecia wyzwolenia obozu.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • ksadamkaczor64
      29.01.2015 14:54

      Jacku
      Wielkie dzięki za to świadectwo.
      Adam

    • adamp_314
      29.01.2015 15:08
      Dziękuję za wstrząsający wpis. Cieszę się, że "On w ogóle cieszy się byle czym." Ludzie bardzo różnie radzą sobie z taką traumą. Koleżanka ze studiów wynajmowała mieszkanie u kobiety, która potrafiła z niesamowitym dystansem podchodzić do bieżących trosk - "nie takie rzeczy się przeżyło". Wuj po powrocie do końca życia się jąka (jeszcze żyje :)). Z byle powodu potrafi wpaść w szał. Ile razy mama mi tłumaczyła gdy byłem jeszcze malcem, że "wujka nie można denerwować". Nie potrafiłem wtedy zrozumieć dlaczego akurat tego wujka. Nauczycielka w szkole opowiadała o znajomej, która u niej mieszkała. Nie potrafiła zasnąć bez kromki chleba pod poduszką. Ciągle budziła się pomacać, czy nadal tam jest...
    • Rohirrim
      30.01.2015 13:20
      Proszę księdza, sprawa toczy się nie konwenanse (chociaż bez wątpienia był to afront wobec tej rodziny - ale problem do tej kwestii sprowadza się zdaje się ksiądz w powyższej bolesnej historii.
      Sprawa toczy się o politykę historyczną, które jest ważna agendą polityki dla wielu państw, zas Auschwitz z racji skali oraz metod ludobójstwa staje kluczowym punktem odniesienia w historii najnowszej.

      Tak się składa ze Polska w tej walce o swoją podmiotowsć w tej części polityki walczy ze zmiennym szczęściem. Powiedziałbym nawet, że istnieje stała pogłębiająca się tendencja obarczania winą Polaków. Z osób biernie przyglądających się nieszczęściu żydów (dzieci w getcie), hien okradających ze złotych zębów, przechodzimy na pozycje współwinnych ("polskie obozy koncentracyjne"). Kto wie może i niedługo zostaniemy współorganizatorami ?
      Trudno nie odnieść wrażenia, w nawiązaniu do sprawy Pileckiego, że cały ten peleton Grossów, ale i Wajdów, czy klanu Stuhrów znajduje słowa wsparcia, arcybolesnie prostego kiwania głową ze zrozumieniem, a w końcu i dotacji do skandalicznych filmów.

      I tak się składa że słowa i gesty padają ze strony władz Platformy - od prezydenta począwszy. Proszę poczytać u Gontarczyka o wspieraniu prac p.Engelking-Boni ze strony MSZ za czasów Radka Sikorskiego...

      Mysli ksiądz ze znajdzie się zawsze publiczne zainteresowanie wspomnieniami osoby należącej do narodu współwinnego Shoah ?

    • halinkaa
      31.01.2015 13:52
      Wysokie odszkodowania Niemcy wypłaciły organizacjom Żydowskim, bo dobrze się do tego zabrały. Krzywdy wojenne Polaków są jakby sprawą z innej bajki pod względem prawnym i finansowym. Wiele osób nie zobaczyło nawet tych 2 tys. marek. Liczył się termin złożenia wniosku, nie rzadko pobrano zaświadczenia dokumentujące pobyt w obozie, żeby nigdzie więcej tym oczu nie kłuli, a wypłaty nie było ze względów formalnych.
      O KL Warschau w ogóle cisza jak makiem zasiał, obozy koncentracyjne na świecie kojarzą wyłącznie z tematyka żydowską.

      J.P. Picaper napisał "TROPAMI ZAGRABIONYCH SKARBÓW", gdzie jest opisana motywacja powstawania obozów, u nas mało znaną. Wstyd o tym pisać, ale chodziło o rabunek mienia i złote zęby, które potem przetapiano na sztabki i lokowano w Szwajcarii.

      Do dziś motywacja u Niemców w aktywności międzynarodowej nie wiele się zmieniła. Nadal mają się za ubermensch'ów w zjednoczonej europie, tylko niewolników naganiają sobie metodami gospodarczymi.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół