• facebook
  • rss
  • Mamy Biblie, pomagamy dalej?

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 36/2014

    dodane 04.09.2014 00:00

    Nie 100, ale aż 200 egzemplarzy Pisma Świętego dla młodych Boliwijczyków udało się kupić Agacie Kamińskiej, świeckiej misjonarce z Cieszyna – także dzięki czytelnikom „Gościa”. Możemy pomóc znowu!

    Kiedy w maju tego roku Agata zaprosiła naszych czytelników do udziału w akcji pomocy dla młodych Boliwijczyków przygotowujących się do bierzmowania: „Podaruj Pismo Święte”, wszyscy mieliśmy nadzieję, że się uda. – Otrzymaliśmy więcej, niż odważyliśmy się prosić! – mówi wzruszona Agata. – Mogliśmy zamówić nie 100, ale aż 200 Biblii! Mają u siebie w domu słowo Boże – coś tak bezcennego i całkowicie własnego! Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy przekazali swój dar na ten ważny cel. Bez Biblii trudno jest poznać Boga, trudno się do Niego zbliżyć. Teraz z radością możemy pracować z Pismem Świętym na katechezach, w kręgach biblijnych.

    Agata wyjechała do Boliwii już prawie rok temu. Razem z trzema siostrami zakonnymi pracuje w San Ramon, w parafii prowadzonej przez ks. Kazimierza Stempniowskiego, pochodzącego z diecezji tarnowskiej. Nie gaśnie zapał i entuzjazm, z którymi poleciała do Ameryki Południowej: – Służę, jak tylko mogę, i cieszę się tym z całego serca – opowiada. – Niemal każdy dzień stawia przede mną nowe wyzwania. Jest sporo pracy i nowych pomysłów, by jeszcze bardziej zbliżyć ludzi do Boga. Na szczęście On jest w tym wszystkim obecny i błogosławi naszej pracy. Najwięcej czasu spędza z dziećmi, które przychodzą do misyjnego centrum duszpasterskiego. – To dzieci bardzo potrzebujące nie tylko miejsca do zabawy i nauki, ale także samej obecności kogoś, komu na nich zależy, kto znajdzie dla nich czas i serce – mówi cieszynianka. – Dzieci pozostawione samym sobie, zaniedbane, błąkają się po bariach (dzielnicach wioski), wymyślając sobie najprostsze zabawy. Są bardzo spragnione czułości i zainteresowania. Z myślą o nich powstała świetlica. Tam mogą spędzić czas razem – bawią się i uczą w bezpiecznych warunkach. Agata uczy je angielskiego, pomaga rozwijać talenty artystyczne.

    – Dzięki zajęciom uświadamiamy im także, jak ważne w życiu człowieka są przyjaźń, pomoc, współpraca, szacunek do osób i do rzeczy. Chcemy w ten sposób zaprosić je do przyjaźni z Jezusem – dodaje Agata. Jak opowiada Agata, codzieność dzieci nie jest łatwa: – Mieszkają w chatkach pokrytych liśćmi palm, z klepiskiem zamiast podłogi. Nie mają zbyt wielu zabawek, często same je sobie robią z tego, co znajdą; rzadko jedzą słodycze. Większość z nich przez połowę dnia pomaga mamie w sprzedaży soku czy chlebków na targu. Taczkami wożą ciężkie, żeliwne rusztowania i produkty do sprzedaży. Wielkim marzeniem misjonarki jest plac zabaw dla dzieci – ze zjeżdżalnią, huśtawkami, piaskownicą. – To byłby ich azyl, ich własne miejsce radości i beztroskiego dzieciństwa, którego los im poskąpił – mówi. – Odgrodzenie dla nich małego boiska, gdzie mogłyby nareszcie biegać za piłką, tak jak to uwielbiają robić, jest naszym drugim wielkim celem. Planujemy także w jedym z pomieszczeń centrum urządzić salkę gier i zabaw. Agata prosi więc o modlitwę – o Bożą pomoc w realizacji planów. Osoby, które chcą wspomóc to dzieło finansowo, mogą wpłacać swoje ofiary na konto bankowe nr 45 1140 2004 0000 3102 7463 1530, tytułem „Plac zabaw dla Boliwii”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół