• facebook
  • rss
  • Uścisk dłoni świętego

    ks. Jacek M. Pędziwiatr

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 28/2014

    dodane 10.07.2014 00:00

    Ma być kapliczką dla tych, którzy ruszają w góry, miejscem ich modlitwy o bezpieczny powrót. Naturalnej wielkości postać Jana Pawła II wyrzeźbił Michał Pawlik, artysta ze Szczyrku.

    Góry są jak kopalnia – mówi Jerzy Stolorz ze Szczyrku. – Zawsze jest to pragnienie, by liczba wyruszających na zmianę w kopalni czy na szlak w górach zgadzała się z liczbą powracających. Jerzy Stolorz jest w tej sprawie autorytetem. Przepracował w kopalni 41 lat. Zwiedził świat. Kiedy po przejściu na emeryturę osiadł w Szczyrku i zabrał się za prowadzenie hotelu, zaczął od sprawienia wizerunku Matki Boskiej Góralskiej do reprezentacyjnej sali. – Niemal w każdym schronisku, na całym świecie, są kapliczki, przy których ludzie modlą się przed wyruszeniem na szlak – mówi, pokazując na Madonnę w góralskim stroju i Dzieciątko z kapeluszem na głowie. Dziwiło go, że w Polsce, tak religijnym kraju, ten zwyczaj niemal nie istnieje. Ikonę na dębowej desce namalowała Irena Aksamit ze Szczawnicy.

    Daglezjowy las

    Od 100 lat strome zbocze przy drodze do Biłej – dziś ulicy Górskiej w Szczyrku – porastają amerykańskie sosny: daglezje. Wśród najokazalszych Jerzy Stolorz zbudował grotę z figurą Matki Bożej, którą wyrzeźbił w granicie Grzegorz Matysik. Grota przypomina dziób łodzi wytrwale prącej naprzód. Ostatnio tuż obok stanęło popiersie św. Jana Pawła II. Sylwetka papieża zdaje się wyrastać z ziemi, ze wzniesienia, na które kamienie trzeba było wynieść po stromiźnie we własnych rękach. Papież uśmiecha się i w geście pozdrowienia rozkłada ręce. – To jedyny święty, któremu miałem okazję uścisnąć dłoń. I to niejeden raz – tłumaczy Jerzy Stolorz. Po raz pierwszy spotkali się w Obidowej 6 czerwca 1962 r. Jechali z kolegami na motocyklach do Zakopanego, gdy nagle rozszalała się śnieżyca. Stanęli przy kościele, żeby ją przeczekać. I tu natknęli się na biskupa krakowskiego. Porozmawiali chwilę i uścisnęli sobie dłonie na pożegnanie. Pięć lat później Jerzy Stolorz znów przemierzał Podhale na motocyklu. Na siodełku pasażera siedziała piękna dziewczyna. – To moja narzeczona, Basia – przedstawił ją biskupowi Wojtyle, którego spotkali w Dębnie Podhalańskim. Metropolita pobłogosławił na dalszą drogę – motocyklową i małżeńską. W 1972 r. Stolorzowie, już po ślubie, spotkali kard. Wojtyłę w Dolinie Chochołowskiej. Znów była chwila rozmowy, uścisk dłoni i błogosławieństwo. A sześć lat później, w ostatnią niedzielę maja, w Piekarach Śląskich Jerzy Stolorz na pielgrzymce mężczyzn stał z synem Markiem przed samym ołtarzem. Kiedy kard. Wojtyła zaczął przemawiać, chłopiec zaczął naśladować postać na ambonie, zabawnie, jak to dziecko. Jerzy próbował go uspokoić, ale kaznodzieja z wysokości ambony gestem dał znak, żeby chłopcu nie zabraniać. Pięć miesięcy później kard. Wojtyła został papieżem. Ostatnie spotkanie miało miejsce w Watykanie w 1996 roku, podczas audiencji ogólnej. Jerzy Stolorz dopchał się do papieża. Powiedział górnicze śląskie „Szczęść Boże!” – i znów uścisnęli sobie dłonie. Jerzy jest wnukiem Jana Stolorza, który wraz ze swoim bratem Klemensem organizował I powstanie śląskie. Dziś zbudował pomnik papieżowi. – Bo to jedyny święty, któremu miałem okazję uścisnąć dłoń – tłumaczy. Nie ma już żony Barbary. Pan powołał ją do siebie wiosną tego roku, w czasie przygotowań do papieskiej kanonizacji. Ale są obraz w sali kominkowej, grota i wizerunek papieża – widoczne ślady historii ludzi, których drogi skrzyżowała ze sobą Boża opatrzność.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół