• facebook
  • rss
  • Rowerami przez Pireneje

    dodane 10.07.2014 00:00

    Wyruszyli z Saint Jean Pied de Port. Dziennie jechali średnio po 60-100 kilometrów. W ciągu 12 dni pokonali Drogę Francuską, czyli najpopularniejszy szlak św. Jakuba do Santiago de Compostela.

    Czytając prasowe relacje z takich wypraw pomyślałem: Dobrze byłoby tam być. Kiedy na spotkaniu z Ewą Wronowicz słuchałem jej opowieści o pielgrzymowaniu do św. Jakuba, myślałem już: „Ja tam muszę być!” – śmieje się Jerzy Bożek z Miliardowic.

    Okazało się, że podobne pragnienie odczuwał Kazimierz Kocur z czechowickiej parafii NMP Wspomożenia Wiernych. Opracowali trasę, plan, dołączyło jeszcze pięć osób – i w siódemkę wsiedli do busa, który wywiózł ich z rowerami na szlak. – To, co zobaczyliśmy w drodze, te dziesiątki starych kościołów, ludzie, których spotykaliśmy na szlaku i w albergach i to, co przeżyliśmy u św. Jakuba – to są cudowne i niezapomniane przeżycia. Do tego dochodzi świadomość, że wędruje się szlakiem, którym od tylu wieków pielgrzymują ludzie z całego świata – mówią z niekłamanym zachwytem. Długo wyliczają te najpiękniejsze miejsca, wspaniałe katedry, a kiedy dochodzą w relacji do spotkania z pielgrzymami z całego świata w Santiago de Compostela, to już nawet słów brak, by opisać te najważniejsze wrażenia. – Nieśliśmy polskie flagi, więc oczywiście spotkaliśmy w tym międzynarodowym tłumie rodaków, m.in. polskiego księdza misjonarza, który przyjechał z grupą parafian z Peru. Mieliśmy też dość rzadką sposobność obserwować uruchomienie w katedrze w Santiago największego na świecie kadzidła, ważącego ok. 140 kilogramów – mówią pielgrzymi z Czechowic-Dziedzic. Z „Barką” i „Czarną Madonną” na ustach dotarli do ostatniego punktu tego szlaku: do Finis- terry, gdzie tradycja nakazywała spalić buty i zabrać muszlę. – Każde z miejsc potwierdza stempel w naszych compostelkach. Cenną pamiątką jest specjalny certyfikat, jaki otrzymaliśmy w obchodzącym w tym roku jubileusz 800-lecia istnienia klasztorze franciszkanów w Santiago – dodaje Kazimierz Kocur. – Pojechałem, by podziękować za wszystko, co otrzymałem od Boga: za życie, dobrą żonę, dzieci – mówi Jerzy Bożek. Kazimierz Kocur potakuje: – Ja też jechałem przede wszystkim z intencją dziękczynną. No i dziękowaliśmy za kanonizację Jana Pawła II.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół