• facebook
  • rss
  • Lekcja dobrej śmierci

    dodane 27.03.2014 00:00

    To ostatnie pożegnanie zgromadziło chyba większość wiernych jawiszowickiej parafii św. Marcina, a pogrzebowej Eucharystii przewodniczył bp Roman Pindel. Łez bólu i smutku nie kryli nie tylko mąż i pięcioro dzieci…

    Urodziła się w 1967 r., a wychowała w Hażlachu. – Kiedyś przyjechała do Jawiszowic pomagać na weselu. Tak się poznaliśmy. Była śliczną dziewczyną, a po roku znajomości zgodziła się zostać moją żoną, bardzo dobrą żoną. Nikt od niej przez całe życie złego słowa nie usłyszał – wspomina mąż Stanisław.

     

    Po ślubie przyszli na świat najpierw Łukasz, później Marcin, Wioletta, Barbara, a w 2007 r. – najmłodszy Michałek. Od Łukasza zaczęła się domowa tradycja, by dzieci uczyły się w oświęcimskiej szkole księży salezjanów. – Zależało mi na dobrej szkole i na tym, żeby to było coś więcej niż sama nauka – tłumaczy dziś Łukasz, z którego mama była dumna zwłaszcza w 2006 r., kiedy w imieniu młodzieży witał w Oświęcimiu płynną przemową po niemiecku papieża Benedykta XVI. – Mama wspierała nas we wszystkim, zawsze dawała dobry przykład – mówią dzieci. Nawet na zdjęciach, jakie zostały w domowych albumach, zwykle trzyma przed sobą któreś z nich… – Pragnęła ich dobra. Nauczyła je, że najważniejsza dla nich jest droga do kościoła. Każde z jej dzieci zna dobrze tę drogę. Są tu zawsze, tak jak i ona zawsze była. Nie mam wątpliwości, że zbudowała taki dom rodzinny, który tu, na ziemi, był kawałkiem nieba. Ta rodzina może być wzorem dla wielu naszych rodzin. Odchodząc, zostawiła nam wszystkim naukę: nie zabiegajcie o wiele! Dziękujemy dziś Panu Bogu za jej życie, uśmiech, pobożność, pracowitość i przede wszystkim za świadectwo jej chrześcijańskiego życia – mówił ks. kan. Henryk Zątek. Kiedy stan chorej na nowotwór mamy pogorszył się, przyszli wieczorem całą rodziną i poprosili o otwarcie kościoła, by się pomodlić. Nocą mąż pojechał do hospicjum, by przy niej czuwać, a ona pocieszała, że będzie dobrze. Trzymając jego rękę, odeszła… – W średniowieczu pisano specjalne książki o sztuce dobrego umierania, które uczyły, co należy robić, kiedy zbliża się śmierć. Dziś ludzie nie umieją umierać. Nie wiedzą, jak rozmawiać o śmiertelnej chorobie. Często są bezradni… Życie śp. Danuty i jej śmierć były takie, że ani jej, ani jej bliskim nie potrzebna była żadna książka. Życzę, aby otrzymali pociechę od Pana Boga i otworzyli się na to, co Pan Bóg daje. A nam wszystkim życzę, żebyśmy umieli najpierw dobrze żyć, ale – co jest także konsekwencją dobrego życia – byśmy umieli umierać: zwyczajnie, bez pomocy książek – mówił bp Roman Pindel.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół