• facebook
  • rss
  • Misjonarz znaczy pokój

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 08/2014

    dodane 20.02.2014 00:00

    W marcu zeszłego roku przyjechała do Polski. Nie ma dnia, by nie myślała o swojej wiosce Ngaoundaye w Republice Środkowej Afryki. Towarzyszą jej ból, ale i ufna modlitwa.

    Czwartek 13 lutego wreszcie przyniósł wiadomości, na jakie siostra Izabela Pilorz czekała od kilku tygodni: do misji w Ngaoundaye wreszcie przyjechali kameruńscy żołnierze z MISC – Misji Wsparcia Sił Afrykańskich w Republice Środkowoafrykańskiej.

    Kiedy do Polski dotarły informacje, że ojcowie kapucyni z RŚA nie chcą wyjeżdżać z tego ogarniętego wojną kraju, siostra Izabela Pilorz, pochodząca z Cieszyna misjonarka ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza, mówiła nam: – Ja to doskonale rozumiem. Tam, gdzie jest misjonarz, tam jest pokój. Nie zostawią swoich afrykańskich współbraci ani mieszkańców, wśród których pracują: sierot, chorych, niewidomych. S. Izabela wyjechała na misje do RŚA 11 stycznia 2011 r. Kiedy konflikt się zaostrzał, w marcu zeszłego roku, przyjechała do Polski z pragnieniem jak najszybszego powrotu do Ngaoundaye. Okazało się to niemożliwe. Także sierpniowy plan powrotu do Afryki trzeba było odwołać – siostra została w domu ze względu na stan zdrowia rodziców, wymagających stałej opieki. Na początku lutego o tak bliskiej jej wiosce mówiły niemal wszystkie media w Polsce. Rebelianci z Seleki zaatakowali m.in. tę placówkę, gdzie przebywają polscy misjonarze i siostry pasterzanki. – Jestem w Polsce, ale nie ma chwili, żebym nie myślała o bliskich mi ludziach, którzy są tam, w Afryce. Teraz wiem bardzo dobrze, co tak naprawdę znaczy „współodczuwanie” – mówi cieszynianka. – Z jednej strony czuję się bezsilna, a z drugiej jest to, co najpewniejsze: modlitwa. Proszę o nią nadal wszystkich. Razem z moimi współsiostrami jesteśmy w stałym kontakcie z siostrami Basią, Anią i naszą wolontariuszką Eweliną, które wraz z braćmi kapucynami są w Ngaoundaye. Pisał do mnie także ojciec Zbigniew Tadeusz Kusy, franciszkanin z Cieszyna, który jest w stolicy – Bangui. Jak podkreśla s. Izabela, mieszkańcy serca Afryki potrzebują naszego wsparcia – takiego, jakie każdy może dać: modlitwy, a także pomocy materialnej. Ofiary na zakup leków, materiałów opatrunkowych, artykułów pierwszej potrzeby można wysyłać na konto Fundacji Kapucyni i Misje.Więcej informacji na: www.misje.kapucyni.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół