• facebook
  • rss
  • I tak „się patrzę” od 10 lat

    dodane 06.02.2014 00:00

    – Tak coś podejrzewam, że Pan Bóg mnie tu posłał, żebym się jeszcze czegoś dobrego przed śmiercią nauczyła – mówi Urszula Szymala, emerytowana ekonomistka, a od 10 lat... katechetka niepełnosprawnych dzieci w Cieszynie.

    Przez 31 lat pracowała w cieszyńskiej „Celmie” i uczyła przedmiotów ekonomicznych w Technikum Mechaniczno-Elektrycznym. Codzienność to przez całe życie także opieka nad niepełnosprawną mamą unieruchomioną na wózku. Po śmierci matki, gdy pani Urszula była już na zasłużonej emeryturze, od ks. Henryka Satławy, proboszcza cieszyńskiej parafii św. Marii Magdaleny, usłyszała: „Może by pani poszła się TAM popatrzeć...”. I poszła TAM – do cieszyńskiego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego, który prowadzi miejscowe koło Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. Rodzicom dzieci i młodzieży, które codziennie są przywożone na zajęcia do placówki, bardzo zależało, żeby miały katechezę, żywy kontakt z Kościołem. Dwa razy w roku, przed świętami, księża z parafii św. Marii Magdaleny przychodzą tutaj spowiadać dzieci. Tym bardziej rodzice chcieli, żeby miały one regularne zajęcia katechetyczne.

    Boża miara

    – Przyszłam i tak „się patrzę” od 10 lat – mówi pani Ula. – Pan Bóg lubi robić kawały. I On daje swoją miarą – „wielką i utrzęsioną”. Nie mam swoich dzieci. A tu od razu dostałam ich około pięćdziesiąt! W ośrodku pani Ula jest w każdą środę i czwartek. Planowo – cztery godziny. Zaczynała jako katechetka – wolontariuszka. Dopiero parę lat temu została zatrudniona na jedną piątą etatu. – Jako wolontariusz szczególnych „papierów” nie potrzebowałam, ale kiedy dostałam propozycję tego etatu, zaczęły się poszukiwania w szafie... – ujawnia. Bo poza tym, że jest absolwentką Akademii Ekonomicznej w Krakowie i ma uprawnienia do prowadzenia zajęć pedagogicznych, skończyła też trzyletnie podyplomowe studia teologiczne w Instytucie Kultury Religijnej w ramach KUL-u. – Wychowywałam się w duszpasterstwie akademickim jezuitów w Krakowie. I księża często nam mówili, żebyśmy się sami uczyli i „nie musieli zadawać prostych pytań”. I dopiero wtedy, kiedy szukając, wciąż nie znajdujemy odpowiedzi, zadać to pytanie komuś mądrzejszemu. No więc żeby mi wstyd nie było, że zadaję jakieś głupie pytania, na które odpowiedzi są oczywiste, postanowiłam się uczyć. W ogóle wtedy nie myślałam, że mi się te papiery z teologii przydadzą!

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół