• facebook
  • rss
  • Drogą Bożych zamiarów

    dodane 09.01.2014 00:00

    W dniu konsekracji biskupiej i ingresu z bp. Romanem Pindlem, ordynariuszem bielsko-żywieckim, o tym, jak wyobraża sobie pasterską posługę w diecezji, czego oczekuje od kapłanów i wiernych i za co ich ceni rozmawia Alina Świeży-Sobel

    Alina Świeży-Sobel: Dziś początek biskupiej posługi. Jaka to będzie droga dla Księdza Biskupa?

    Bp Roman Pindel: Do przyjęcia sakry przygotowywałem się podczas rekolekcji. Nie szukałem w nich odpowiedzi na pytania, jakim mam być biskupem ani jaki program czy strategię przyjąć, ani tym bardziej, jak zarządzać czy rozwiązywać różne problemy. W rekolekcjach opartych na Liście do Rzymian szukałem umocnienia mojej osobistej wiary, przeżywałem pojednanie z Bogiem, prosiłem o Ducha Świętego i moją otwartość na Niego w posłudze, którą podejmuję. Czy coś wynika z deklaracji w rodzaju: chciałbym być ojcem, pasterzem, bratem? Dziś mogę co najwyżej przywoływać bardzo ciekawe cytaty z dokumentów X Ogólnego Synodu Biskupów, którego obrady toczyły się pod wymownym tytułem „Biskup sługą Ewangelii Jezusa Chrystusa dla nadziei świata”.

    Jak wyobraża sobie Ksiądz Biskup współpracę z kapłanami?

    Współpraca zależy od obu stron. Życzliwość wyczuwam na każdym kroku. Dlatego z mojej strony mogę tylko wyrazić nadzieję, że uda mi się układać relacje ze wszystkimi kapłanami na zasadzie wspólnego poszukiwania i rozeznawania, co możemy uczynić jako pasterze w tej wielkiej wspólnocie, którą stanowi diecezja bielsko-żywiecka. Chciałbym, by w tej współpracy zawsze można było odwołać się do łaski powołania, do darów, które Pan Bóg daje, do doświadczenia, zaangażowania i najlepszych pragnień, które nosimy w sobie. Nie może zabraknąć duchowego rozeznania odnośnie do tego, co jest Bożym zamiarem w tej konkretnej sytuacji. Mam nadzieję, że uda mi się zachęcać do podejmowania nowych wyzwań, do nowych, lepszych metod, do większej gorliwości i do wierności w tym, co sprawdzone w pracy duszpasterskiej. Chciałbym ze wszystkimi kapłanami szukać nowych dróg dotarcia do tych, którzy sami nie przychodzą do Kościoła lub odchodzą. Będę szukał sposobności, by modlić się ze wszystkimi duszpasterzami i zachęcać ich do wspólnego trwania na modlitwie. Osobiście mam w pamięci takie comiesięczne spotkania wikariuszy dekanatu bialskiego w Hałcnowie w latach 80.

    A jak postrzega Ksiądz Biskup rolę osób świeckich w życiu Kościoła?

    Co do świeckich to chciałbym najpierw powiedzieć, że mam wobec nich wielkie oczekiwania, dlatego, że mam bardzo dobre doświadczenia ze współpracy z nimi. Przez wiele lat byłem odpowiedzialny za grupy modlitewne w dużym rejonie, obejmującym kilka diecezji, i patrzę na świeckich jako na ludzi, którzy są świadomi swojej wiary i pragną zaangażować się w budowanie Kościoła, w pozytywną, prowadzoną w duchu Ewangelii przemianę swojego środowiska. Liczę na to, że w naszej diecezji znajdę wielu świadomych swojego powołania świeckich. Chcę też szukać sposobów, by obudzić u wielu świadomość odpowiedzialności za wspólnotę parafialną, za lokalną społeczność, ale także za głoszenie Ewangelii, pomoc potrzebującym, troskę o wychowanie dzieci, i to nie tylko w swoim domu, ale i w szkole.

    Co uznałby Ksiądz Biskup za zaletę naszego Kościoła lokalnego, za jego mocną stronę, wartą rozwijania i pogłębiania?

    Nie mogę jeszcze powiedzieć, że poznałem diecezję bielsko-żywiecką. Owszem, znam sporo księży, trochę katechetów, w pewien sposób kilka parafii, jednak tak naprawdę chcę poznawać diecezję w bezpośrednich spotkaniach, także spotykając się z różnymi grupami parafii, które będę wizytował. To ważny obszar pracy biskupa i cieszę się, że pierwsza moja wizytacja zacznie się 1 marca w znanej mi już nieco parafii Kobiernice. Wracając do pytania o mocne strony wiernych naszej diecezji, wymieniłbym na pierwszym miejscu wiarę, która jest wyniesiona z domu i pielęgnowana w bardzo wielu rodzinach. Wydaje mi się też, że w naszej diecezji jest sporo ludzi zaradnych i pracowitych. Wystarczy zobaczyć zadbane domy, mnóstwo warsztatów i zakładów, odnowione kościoły. To bardzo dobra wizytówka. Już choćby wiara i pracowitość to świetny fundament dla wspólnego wysiłku, by wiara była przekazywana, by było lepiej także tak po ludzku.

    Pilna wydaje się kwestia umocnienia katolickiej rodziny…

    Od prawie 20 lat jeździłem z Krakowa do Bielska-Białej i miałem wykłady w Studium Teologii Rodziny, gdzie słuchaczami byli zazwyczaj młodzi ludzie, pragnący pracować na rzecz rodziny, ale też szukający dla siebie wskazań, jak przeżywać swoje małżeństwo i jak dobrze wychowywać dzieci. Wiem i cieszę się, że w diecezji podejmowane są różne inicjatywy w obronie życia, jak choćby niedawny, dobrze nagłośniony I Chrześcijański Marsz dla Życia i Rodziny w Cieszynie.

    Jak w tym kontekście widzi Ksiądz Biskup rolę katolickiej oświaty?

    Nie mam wątpliwości, że wielka szansa, jaka pojawiła się po roku 1989, została zaprzepaszczona. Mogło powstać tysiące szkół i przedszkoli w całej Polsce, w których wierzący mogliby naprawdę mądrze kształtować styl nauczania i wychowywania swoich dzieci. Pozostaje tylko zachęcać tych, którzy mają inicjatywę, by brali sprawy w swoje ręce. Z pewnością zainteresowanie szkołami katolickimi, albo też utworzonymi przez świadomych swojej wiary rodziców, jest ogromne.

    Ważnym zadaniem  ordynariusza bielsko-żywieckiego było i jest podejmowanie ekumenicznego dialogu ze wspólnotą Kościoła ewangelicko-augsburskiego…

    Myślę, że uda mi się wejść w trudy, osiągnięcia i radości obu biskupów, którzy wytrwale i zgodnie wiele uczynili dla ekumenizmu na ziemi cieszyńskiej i bielskiej. Od 20 lat dobry klimat dialogu i współpracy tworzą biskup Tadeusz Rakoczy i biskup Paweł Anweiler. Chcę na pewno kontynuować to wszystko, co już się stało dobrą tradycją i co sprawia, że katolicy i ewangelicy żyją niejako w dwóch różnych domach, ale jak bracia i dobrzy sąsiedzi. Na pewno chcę uczestniczyć we wspólnej modlitwie i spotkaniu ze słowem Bożym, w podejmowanych wspólnie inicjatywach charytatywnych, ale też szukać nowych obszarów wspólnego działania w imię jednego Pana.

    Specyfiką naszej diecezji jest łączenie elementów dwóch tradycji kościelnych: krakowskiej i katowickiej. Jak powinna wyglądać troska o to dziedzictwo?

    Czymś bardzo szkodliwym jest gwałtowne odcięcie się od tradycji, do której ludzie są przyzwyczajeni i która ich ukształtowała. Na pewno wiele zła wyrządziła na przykład na zachodzie Europy niemądra rewolucja liturgiczna, gdy wierni z dnia na dzień zastawali swój kościół parafialny dosłownie „ogołocony” z tego, co kochali, na co się składali, co było im bliskie i wyrażało ich wiarę. Właśnie ta lokalna tradycja, pieśni, zwyczaje stanowią o bogactwie. W nich wyraża się wiara wcześniejszych pokoleń. Natomiast koniecznie trzeba szukać nowych form religijności i wyrażania wiary dzisiejszego człowieka. Byłoby niedobrze, gdybyśmy nie pozostawili po sobie jakiegoś elementu tradycji, który by był identyfikowany z naszym pokoleniem. Dlatego nie tyle bym łączył czy mieszał te różne tradycje: i śląskie, i cieszyńskie, i żywieckie, co raczej zachęcał do ich podtrzymywania i rozwijania. To oczywiście wymaga szacunku i otwartości na inne tradycje. Wydaje mi się, że istnieje zdrowa tendencja i to, co dobre i piękne w przeżywaniu wiary, jest podejmowane przez innych. Gdy byłem wikariuszem w Kozach, akurat przejmowaliśmy nową wówczas tradycję ze Śląska, by na pierwszą rocznicę chrztu zapraszać rodziców z dziećmi na Mszę i błogosławieństwo. O ile wiem, zostało to dobrze przyjęte i trwa do dzisiaj.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół