• facebook
  • rss
  • „Edek” powrócił do swoich

    dodane 02.01.2014 00:00

    – Długo czekaliśmy na ten dzień. Przez tyle lat nawet nie śmieliśmy o tym marzyć. Wreszcie można powiedzieć, co się wtedy stało – ze łzami w oczach mówił na cmentarzu Eugeniusz Biesok, młodszy brat poległego w 1946 r. na Błatniej żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych.

    Kiedy zginął w walce z plutonem milicjantów 13 maja 1946 r., nie miał jeszcze 19 lat. Był żołnierzem zgrupowania VII Śląskiego Okręgu NSZ, którym dowodził kpt. Henryk Flame „Bartek”. W rodzinnym domu wychowywano Edka i jego trzech braci w duchu wiary i patriotyzmu. Ojciec był tercjarzem, nazywanym przez innych „Jezuskiem” z powodu swojego religijnego zaangażowania. Niechęć okazywaną hitlerowcom 13-letni Edek przypłacił usunięciem ze szkoły, a gdy rodzice odmówili podpisania volkslisty – został wywieziony na roboty do Niemiec. Pracował w bardzo trudnych warunkach przy żywicowaniu drzew, dlatego uciekł i ukrywał się w rodzinnym domu. We wrześniu 1945 r. rozpoczął naukę w bielskim gimnazjum, ale szybko został usunięty ze szkoły, bo podejrzewano go o kontakty z antykomunistyczną partyzantką.

    Dołączył wtedy do „Bartka”. Zorganizował grupę partyzantów pochodzących głównie z jego rodzinnych Mazańcowic, a także sąsiedniego  Międzyrzecza i Zabrzega. Był uczestnikiem pamiętnej defilady zgrupowania w opanowanej przez partyzantów Wiśle 3 maja 1946 roku. Grób pod bukiem Brał też udział w starciu grupy 10 partyzantów z 24-osobowym plutonem milicjantów z komendy wojewódzkiej z Katowic. Milicjanci, podszywając się pod oddział partyzancki, sprawdzali, kto z ludności jest skłonny pomagać „wrogom władzy ludowej”, a poza tym brutalnymi akcjami wobec cywilów mieli wywoływać niechęć ludzi do partyzantów. „Edek”, który dowodził partyzantami, wziął do niewoli dowódcę milicjantów i część jego ludzi. Kiedy wzywał do poddania się resztę milicjantów, ukrytych w sąsiednim budynku, jeden z milicjantów strzelił do niego i wywiązała się strzelanina. – Zginęło wtedy ośmiu milicjantów, a dwóch zostało rannych. Partyzanci, choć mniej liczni i pewnie słabiej przygotowani do walki, stracili na Błatniej tylko jednego żołnierza. Na rozkaz „Bartka” wrócili po kilku dniach i pochowali ciało „Edka” w lesie, w pobliżu potężnego buka, oznaczając miejsce wyciętym na pniu krzyżem i inicjałami – tłumaczy Bogdan Ścibut, historyk i koordynator projektu „Powinniśmy wracać po swoich”, któremu udało się nie tylko dotrzeć do relacji świadków i odtworzyć przebieg tamtej akcji, ale także odnaleźć ukryty w lesie grób i doprowadzić 18 listopada do ekshumacji spoczywającego w nim Edwarda Biesoka.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół