• facebook
  • rss
  • Bardzo nam jej brakuje

    dodane 19.12.2013 00:15

    – A czemu księżna nie ma korony? – zapytały przedszkolaki z Żywca Sporysza swojego gościa. – Mam ją schowaną w szafie – odparła bez zastanowienia. A dzieci i bez korony pokochały ją od razu.


    Kiedy maluchy ze sporyskiego Przedszkola nr 8 im. Marii Krystyny Habsburg przyjeżdżały do żywieckiego parku, głośno śpiewały pod oknami mieszkania księżnej: „Puk, puk, serce bije równo, równiusieńko, kochamy Cię księżno, nasza Marysieńko!”.
– Od zeszłego roku brakuje nam naszej patronki... Ten brak spotkań odczuwamy zwłaszcza w grudniu – mówi Alina Sanetra, dyrektorka przedszkola. – Zawsze najpierw był św. Mikołaj, potem 8 grudnia (jej urodziny i imieniny), aż wreszcie święta Bożego Narodzenia. Piekliśmy pierniki, przygotowywaliśmy upominki, stroiki, wierszyki, piosenki, tańce, które dzieci prezentowały przed księżną. Ona to bardzo lubiła. Mawiała ze szczerą radością: „To są moje dzieci! Mam ich tyle teraz!”. Przynosiła dzieciom prezenty – podarowała nam też m.in. instrumenty perkusyjne, mnóstwo zabawek, koniki na biegunach, piłki, artykuły papiernicze. I oczywiście –słodycze. Teraz odwiedzają nas jej opiekunki – Bernadeta Dziedzic i Jasia Suchonek. Przychodzą ze słodyczami, upominkami, z tą dobrocią i spokojem, jakie miała księżna.
W każdej przedszkolnej sali jest kącik dedykowany patronce. W gabinecie pani dyrektor – pełna dokumentacja spotkań. Od uroczystego 8 grudnia 2006 r., kiedy to została patronką placówki; jest bogata korespondencja z rodzeństwem: arcyksiężną Renatą, mieszkającą w Hiszpanii, i arcyksięciem Karolem Stefanem ze Szwecji.
Jak wspominają nauczycielki, słowo „księżna” nie było adekwatne do wyobrażenia, jakie dzieci miały o księżnej. – Wyobrażały sobie, że przyjedzie w długiej, sukni, z koroną na głowie. Ale nigdy nie były zawiedzione, bo jej sposób bycia przerastał słowa: „księżna” – mówią.

    
Jeden z grudniowych tygodni to w przedszkolu co roku tydzień patronki. Dzieci poznają zamki, pałace, etykietę dworską; dowiadują się o szczegółach z jej życia. Potrafią chórem opowiadać, że nie lubiła lalek, ale lubiła misie; grała w piłkę, uwielbiała skakać po białych i czarnych kaflach posadzki zamku, i okładać się poduszkami z rodzeństwem. Opowiadają, jak potrafiła oddać ubogim pieniądze, które dostała od taty. I o tym, że nie lubiła matematyki, ale z chęcią poznawała języki obce.
– Od księżnej uczymy się stale spokoju serca, szacunku wobec każdego człowieka, dobroci, ciepła. Każdego obdarzała dobrym słowem. Niewiele trzeba, żeby uczynić drugiego człowieka szczęśliwszym. Ona to potrafiła – mówią Małgorzata Data i Anna Płonka, nauczycielki przedszkolaków.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół