• facebook
  • rss
  • Drużyna rodziców daje wsparcie

    Urszula Rogólska


    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 45/2013

    dodane 07.11.2013 00:00

    Krąg Dobroczynności dla ZHR. – Patrzyłem na syna i widziałem, że jak go nie odciągnę od komputera, to zaraz nie będzie wiedział, co to siekiera i młotek – mówi tata Joszka. – A teraz patrzymy na zdjęcia z wędrówek, na których pozują przy termometrze: minus 30, piszą esemesy, że idą siódmą godzinę. Czasem tak ubrudzeni błotem... – dodaje tata Zbyszka. – Czasem?! Zawsze! –śmieje się mama Dagny.


    W domu Ewy i Piotra Gliwickich w Bielsku-Białej-Wapienicy dziś znacznie więcej gości przy pięknie nakrytym stole. Młodzi w harcerskich mundurach częstują kawą i herbatą tych nieco starszych – ubranych „po cywilnemu”. Wszyscy przybyli na spotkanie podsumowujące działania pierwszej edycji nowatorskiej inicjatywy filantropijnej na Podbeskidziu – Kręgu Dobroczynności dla ZHR.


    To wchodzi w krew


    – Byłem harcerzem, bo taki styl życia był mi bliski. Ale poza ZHP innego harcerstwa wtedy nie było – mówi Grzegorz Zemanek, tata Emilii i Zbyszka. – Zawsze jednak marzyłem o takiej przedwojennej organizacji, która nie była masówką, ale organizacją dla elity – z jej ideałami, metodami pracy; gdzie służba Bogu i Polsce, pomoc innym ludziom były na pierwszym planie. Kiedy moje dzieci zaczęły dorastać, to nowe harcerstwo samo do mnie przyszło...
Emilia, córka Grzegorza, zadzwoniła kiedyś do taty ze szkoły, że właśnie została harcerką Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. W szkole Emilii ZHR przeprowadzał nabór i Emilia się zapisała. Z czasem zrezygnowała z tej drogi, ale poszedł nią jej brat – Zbyszek.
– Ucieszyłem się, że styl życia, który był i jest moim na co dzień – bo harcerzem jest się przez całe życie – stał się też tak bliski moim dzieciom – dodaje Grzegorz. – Na przykład wakacje w domu wczasowym zaryzykowaliśmy z dziećmi tylko raz. Powtórki nie było, za co one są nam do dziś wdzięczne. Potem były już tylko wakacje pod namiotem. Wiem, że to wchodzi w krew. Syn studiuje informatykę, więc trochę posiedzieć przed komputerem musi, ale widzę, że jak tylko pada hasło, że ruszają tam czy tam – od razu bierze się do dzieła. A potem czytamy esemesy, że są w drodze od siedmiu godzin, oglądamy zdjęcia, na których są ubłoceni, czy te z termometrem wskazującym minus 30 stopni. A przy tym uśmiechy od ucha do ucha...
Innego wyjścia nie miała też Dagna – córka Marioli.
– „Musiała” zostać harcerką, bo mąż był Harcerzem Orlim w Mesznej, mocno zaangażowanym w życie drużyny – uśmiecha się Mariola. – Kiedy harcerstwo w Mesznej przestało istnieć, zdjął mundur, ale harcerzem być nie przestał...
18-letnia Dagna jest w drużynie wędrowniczej i jak mówi mama: – Widzę, że ona będzie wierna harcerstwu...


    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół