• facebook
  • rss
  • Gospeling

    ks. Jacek M. Pędziwiatr

    dodane 18.09.2013 12:01

    Warsztaty gospelowe w Bielsku-Białej, to coś więcej, niż samo śpiewanie.

    Choć wydawać by się mogło, że impreza organizowana przez fundację „Drachma” służy ogniem tylko dwóm pieczeniom: pożytecznemu zagospodarowaniu czasu oraz przybliżenia muzyki chrześcijańskiej zza oceanu, to jednak przedsięwzięcie edukacyjno-kulturalne stało się także źródłem głębokich przeżyć duchowych.
    - To były najlepsze rekolekcje w moim życiu - usłyszałem opinię z ust studentki z błyskiem w oku.

    Pozornie cały ten gospeling wygląda nam obco. Muzyka, choć wpada w ucho, tak samo odległa jest od skocznych taktów rodzimych kolęd czy wielkanocnych triumfów, jak i rzewnej nuty pasyjnej. Jest rytm: uparty, twardy, konsekwentny i nie po drodze mu z zaśpiewem rodzimych Godzinek. I już gotów jestem wpaść w ton ostrzegawczy, wrzucając ten rodzaj poświęconej twórczości muzycznej w niebezpieczeństwa z kategorii wydrążonych dyń ze świeczką w środku lub dramatycznie podbijających masę ciała fast-foodów, gdy nagle staje mi przed oczami rozważana z różańcem w ręku scena Nawiedzenia: Maryja wchodzi do domu Zacharisza i Elżbiety, i śpiewa „Magnificat”. Przymykam oczy. Co widzę? Matka Zbawiciela stoi za ambonką z mikrofonem, na baczność, drżące ręce oparte o pulpit trzymają kartkę i zaczyna się anemiczna recytacja: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim...”? Nie. Widzę Maryję, która mimo świeżej brzemienności podryguje, pląsa, klaszcze w takt skomplikowanego, semickiego rytmu, unosi ręce, podskakuje, jakiś obrót - niczym król Dawid przed Arką prowadzoną do Jerozolimy. Tak samo, całym sobą, za chwilę swój Benedictus wyśpiewa Zachariasz, a i starzec Symeon w swoim popisowym Nunc dimittis zapewne nie będzie gorszy.

    Nie ma co radzić długimi godzinami, jak ożywić ewangelizację dziś. Wystarczy zaczerpnąć z takich warsztatów, jak te gospelowe. Fundacji „Drachma” proponuję zorganizowanie podobnych zajęć, ale już nie dla młodzieży, lecz dla katechetów i kaznodziejów. Sam na nie przyjdę. Pamiętam, jak pewien ksiądz żalił się znanemu aktorowi:
    - Jak to jest, że na pańskim spektaklu, ludzie tak żywiołowo reagują, a na moich kazaniach przysypiają?
    - Bo ja o sprawach zmyślonych mówię z taki przekonaniem, jakby były prawdziwe. A ksiądz o rzeczach prawdziwych mówi tak, jakby były zmyślone.
    Muszę się zapisać na te „gospelingowe” warsztaty. Kiedy znów będą? Za rok. Trudno. Poczekam.
     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół