• facebook
  • rss
  • Bacowski smak życia

    Alina Świeży-Sobel


    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 31/2013

    dodane 01.08.2013 00:00

    Redyk Karpacki – Transhumance 2013. Historyczna wędrówka pasterska przez Karpaty zajmie bacy Piotrowi Kohutowi z Koniakowa ponad cztery miesiące. Rozpoczął 
– jak niegdyś Wołosi – w Rumunii, zakończy w Czechach, gdzie dotarli kiedyś wołoscy osadnicy. Już od 1 lipca wędruje przez Polskę, a 15 sierpnia dotrze w nasze Beskidy.


    Idą bez zbędnych fanfar, pokazując normalny tryb życia pasterzy. Tylko tyle i aż tyle, bo takiej wędrówki już dziś nikt nie pamięta, choć kiedyś była tu czymś najbardziej naturalnym. Idą owce, a z nimi pasterze w prawdziwie międzynarodowej reprezentacji. Na poszczególnych odcinkach dołączają do nich miejscowi przewodnicy, dobrze znający teren. Czasami ktoś z partnerskich organizacji, przedstawiciel miejscowego samorządu albo zaprzyjaźniony hodowca owiec. – Tak zderzyły się kultury pasterzy rumuńskich, kultura huculska i nasza góralska szkoła pasterska. Okazało się, że to wszystko świetnie łączy się w jedną, spójną całość. Nieraz rozumiemy się bez słów – mówi Piotr Kohut.
Tę niezwykłą jedność karpacką trudno było nawiązać jedynie w rejonach, które dotknęła akcja „Wisła”. – To było smutne doświadczenie: z powodu masowych przesiedleń doszło do całkowitego wykorzenienia tradycji pasterskich, oderwania od przeszłości. Pozostały szczątki kultury – ubolewa baca Kohut.
Redyk Karpacki to trwające od wielu tygodni międzynarodowe spotkanie ludzi żyjących i tworzących w Karpatach, a także niezliczone okazje do pokazania kulturowego bogactwa, skarbów przyrody oraz wspólnego szukania odpowiedzi na pytania o przyszły rozwój terenów górskich.


    Prosta sprawa?


    Najpierw tracka, później wołoska kultura bałkańsko-karpacka proponowała jeden model pasterstwa. Tu niewiele się od najdawniejszych czasów aż do dzisiaj zmieniło. – Podchodzi się do tego bardzo prosto: niczego się ze sobą nie zabiera, jedynie płaszcz i pasterską laskę, trochę bagażu i rusza się na wędrówkę przez hale, z owcami – tłumaczy Piotr Kohut. – Tu nie chodzi o żaden wyczyn i wyścig. Nie zależy nam na rekordach, wyznaczanych przez długość trasy czy czas wędrówki. To wydarzenie kulturowe, a owce, które mają iść przez hale najzwyczajniej, tak jak zawsze, są tu ważnym symbolem, ale tylko symbolem naszego przesłania.
Właśnie redyk zatrzymał się na kilka dni na Hali Wojkowej, między Krynicą a Muszyną. Owce trochę odpoczną, a pasterze wezmą udział w plenerowej konferencji na temat pasterstwa. Jako eksperci podyskutują z samorządowcami i decydentami z ministerstwa. – Gospodarze tego miejsca przygotowali spotkanie z kuchnią regionalną „Bacowskie smaki”, będzie watra i wieczorne rozmowy przy ognisku – opowiada Piotr Kohut. W różnych miejscach te spotkania są okazją do prezentacji lokalnych tradycji, występów kapel regionalnych.
– To, co na pozór wygląda prosto, wydawało nam się kiedyś wręcz niemożliwe do zrealizowania: żeby bez żadnych pieniędzy ludzie sami potrafili się tak zorganizować. Pomaga w tym mnóstwo osób z organizacji pozarządowych, samorządowcy, a wszyscy ze szczerego serca. To coś wspaniałego, kiedy widać tę wyjątkowość górali – uważa Maria Kohut z fundacji „Pasterstwo Transhumancyjne”. Jest żoną bacy Piotra i cieszy się, choć na miejscu, w Koniakowie, nie jest jej lekko, bo przecież wszystko zostało na jej głowie.


    Chodzi o ducha Karpat


    Piotra Kohuta zachwyciły zwłaszcza Bieszczady czy Beskid Niski – tereny bardzo piękne przyrodniczo. Równy zachwyt budziła ludzka gościnność. – Redyk spotyka się na całej trasie z ogromną życzliwością, sympatią i otwartością. Te rozmowy z ludźmi są bardzo ciekawe. Przede wszystkim dlatego, że posiedzieć z nami przy ognisku przychodzą ci, którzy naprawdę chcą zatrzymać się w swoim życiowym pędzie, posłuchać, spokojnie zastanowić. Nikt się nie spieszy i jest bardzo sympatycznie. To szansa na przekazanie pałeczki i tradycji, bo mamy też spotkania z dziećmi – mówi Piotr Kohut.
Cieszy go, że w drodze spotyka wielu takich, którzy myślą podobnie jak on. – Pierwsze pytania zwykle dotyczą nieopłacalności pasterstwa, ale już po chwili dotykamy samej istoty sensu życia i tego, czy wszystko musi się opłacać. I przytakują, kiedy mówię, że życie nie jest na sprzedaż, a to, co robimy, wynika z naszej pasji, z chęci zachowania najważniejszych wartości naszej tradycji, również tych zawartych w haśle: Bóg – honor – ojczyzna. Bo dla mnie to taka pielgrzymka, którą muszę iść do końca, pamiętając, że prawdziwa wolność jest wtedy, kiedy całe życie powierza się Bogu. Wtedy człowiek jest wolny – dodaje Piotr Kohut.


    Otwarte oczy


    Obserwatorów zdumiewa, jak mocno przemawia ta forma spotkań, naturalnych, niewymuszonych, pozbawionych wszechobecnego dziś show i fajerwerków sztucznych popisów.
– Ta wędrówka wyzwoliła w ludziach ogromną życzliwość. Wszędzie: w Ustrzykach, Sanoku, Łyskowie i na trasie wszyscy pomagali – i to z entuzjazmem. Spotkania z Piotrem Kohutem i Józefem Michałkiem wskrzesiły zapomniane elementy pasterskiej tradycji. W prostej rozmowie o niezrozumiałym dla miejscowych badaczy kultury zwyczaju przewożenia zmarłych na cmentarz saniami nawet latem, Piotr na wątpliwości odpowiedział krótko: „Bo wozów nie było! Pasterze mieli tylko sanie”. W naszej okolicy te tradycje zostały przerwane i zabrakło zwyczajnego pasterskiego myślenia – mówi Piotr Kutiak z Sanoka, koordynator Redyku Karpackiego w Bieszczadach i członek Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych Karpaty. – Te spotkania bardzo dużo wniosły w sferę duchową, w odbudowanie tożsamości mieszkańców. Bieszczady po przejściu Redyku Karpackiego już nie są takie same. My patrzyliśmy dotychczas na przyrodę, ale nigdy nie widzieliśmy w naszych połoninach zabytku kultury pasterskiej. Teraz otworzyły nam się oczy...
Z uznaniem o idei wędrówki mówi też wspierający organizację redyku Marian Sporek z Ujsół. – Jesteśmy już naprawdę ostatnim pokoleniem, które jeszcze może to zrobić. Oni wędrują przez wsie lokowane na prawie wołoskim, a z nimi wraca pamięć o tej przeszłości. To również dobry wstęp do zwrócenia uwagi na problemy mieszkańców Karpat: sprawę ochrony środowiska, bezrobocia. W dobie europejskiego otwarcia warto sobie przypomnieć, że Karpaty łączą – mówi Marian Sporek.•


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół