Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Idzie pasterz, idą owce…

Od kilku tygodni trwa coś, czego już nawet najstarsi górale nie pamiętają: stado owiec pod opieką pasterzy przemierza całe Karpaty. Na czele kroczy baca Piotr Kohut z Koniakowa. To wędrówka jego życia.

Od dziecka żył kulturą góralską. Po różnych poszukiwaniach niespełna 10 lat temu doszedł do wniosku, że chce żyć na ziemi przodków – i to tak, jak oni. Kupił owce, zbudował bacówkę. Dziś już stałych gości w Koniakowie nie zaskakuje widok stada na Ochodzitej ani człowieka, który pokochał pasterstwo, a strój pasterski nie czasem wkłada, tylko po prostu nosi.

W tym roku baca Kohut zrobił kolejny krok, i to duży. – W tym, co robię, liczy się dla mnie prawda, autentyczność. Pasterstwo z całą tradycją jest więc ważne. Jesteśmy jednak współczesnymi ludźmi, mamy komórki i samochody, ale chcemy czerpać z doświadczenia naszych przodków, biorąc to, co najlepsze – tłumaczy Piotr Kohut, dlaczego tak bardzo chciał pójść śladami dawnych wędrownych pasterzy. Redyk Karpacki upamiętnia wędrówki wołoskich pasterzy, ale przede wszystkim zwraca uwagę na to, co łączy mieszkańców Karpat – z Rumunii, Ukrainy, Węgier, Polski, Słowacji, Czech i Austrii. Mimo kulturowych odrębności narodowych widać w ich zwyczajach, folklorze czy nazewnictwie sporo podobieństw. To ślady tradycji pozostawione przez Wołochów wędrujących ze stadami owiec przez góry. – Pasterz idzie, prowadząc stado. Pan Jezus też chodził, nauczając ludzi. A jeśli wpisujemy się tym działaniem w myśl papieża Franciszka, który mówił, że prawdziwy pasterz powinien pachnieć owcami, to chyba idziemy dobrą drogą… – mówił Piotr Kohut tuż przed wyjazdem do Rumunii.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy