Pobiegną i pomaszerują śladami patronki

ks. Jacek M. Pędziwiatr

dodane 12.06.2013 06:00

Bieg MMS - tak się roboczo nazywa licząca 28 kilometrów przebieżka ze zniczem w ręku czyli Bieg Matki Małogrzaty Szewczyk. Sześcioro śmiałków pokona biegiem drogę, którą niegdyś przebyła pieszo błogosławiona założycielka serafitek: z Hałcnowa do Oświęcimia.

Bieg ma dość wyjątkowy charakter. Jego celem nie jest bicie rekordów, zdobywanie miejsc czy rywalizacja, ale dotarcie do celu ze światełkiem, zapalonym w Hacnowie, w kaplicy starej części serafickiego klasztoru, którego mury pamiętają błogosławioną Matkę Małgorzatę.

Wyjątkowość sportowego przedsięwzięcia polega też na tym, że nie zgłaszano biegu MMS jako zawodów, a uczestnicy „dobrali się sami”. Część z nas poznała się na Beskidzkiej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Resztę skojarzył ks. kan. Antoni Młoczek, proboszcz parafii NMP Wspomożenia Wiernych w Czechowicach-Dziedzicach. Piszę „nas”, bo sam załapałem się do grupy rączonogich. Koszulka, spodenki, skarpety i buty już gotowe. Codziennie mały trening - tak z dziesięć kilometrów z hakiem w niecałą godzinę. Zawody to nie będą, ale dobiec trzeba.

Trasa

Plany są takie, żeby z Hałcnowa ruszyć o siódmej rano. Przed ósmą będziemy w Pisarzowicach, koło w pół do dziewiątej w Wilamowicach. Tam skręcimy w rynku w prawo, by otrzeć się o Bielany, przebiec Zasole Bielańskie, Skidziń, Wilczkowice, Rajsko i wpaść do Oświęcimia. Miniemy klasztor sióstr karmelitanek, pobiegniemy wzdłuż Soły i muru KL Auschwitz, potem na stary most, chociaż nowym byłoby bliżej, ale za czasów Matki Małgorzaty nikomu się o nim jeszcze nie śniło. Potem koło kościoła Wniebowzięcia, tuż obok rynku i już będziemy na placu Kościuszki, u sióstr serafitek.

W samochodzie pojedzie woda mineralna i napoje izotoniczne, garść batoników i parę kiści bananów - najlepiej uzupełniają ubytki energetyczne i nie przeciążają żołądka. Będzie - mam nadzieję, że zupełnie niepotrzebnie - apteczka i torby z ubraniem na zmianę. Po odświeżeniu biegowe stroje zamienimy na koszulki z logo „Gościa”, który wraz z radiem diecezjalnym „Anioł Beskidów” biegowi patronuje. A światełko z Hałcnowa - mamy nadzieję - zapłonie na ołtarzu dziękczynienia za beatyfikację MMS.

Po Mszy św. potruchtamy z Marszem dla Życia przez ulice Oświęcimia na stadion. Tak na dokładkę, żeby nie od razu przejść do pozycji „spocznij”, bo to mogłoby być niebezpieczne dla zdrowia.

Garść symboli

Bieg na swoją symbolikę. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem, wieniec otrzymałem - mówi św. Paweł. Bieg jest symbolem życia, zmierzania - w dobrym, energicznym tempie - do naszej ojczyzny, która jest w niebie. Światełko, które poniesiemy w biegu, to symbol wiary. Trzeba o nią dbać, jak o kruchy płomyk, żeby nie zgasła, żeby nie upadła, żeby jej nie zdmuchnął byle powiew. To będzie trochę takie współczesne doświadczenie legendy o krzyżowcu, który zapalił święcę przy Grobie Zmartwychwstałego i postanowił dowieźć ją zapaloną do domu. Stracił dobytek, ubranie, nawet konia, na piechotę dowlókł się o głodzie i w chłodzie. Ale ogieniek doniósł. Dlatego, żeby się nie narażać, startujemy nie konno, a od razu pieszo i tylko z tym, co na sobie. Ale 28 kilometrów w trzy godziny - bo taki czas zaplanowaliśmy - to jednak coś więcej, niż bułka z masłem. I spróbujemy wrócić do domu lepsi. Ostatecznie po to jest ten bieg i ta beatyfikacja, za którą uwielbiamy Bożą Opatrzność.

«« | « | 1 | » | »»
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
Pobieranie...
przewiń w dół