Habit na ratunek trzylatki

Urszula Rogólska

dodane 09.06.2013 01:45

Beatyfikacja Matki Małgorzaty Szewczyk to dla nas doskonała okazja, żeby poznać charyzmat sióstr, historię zgromadzenia, to, czym żyją na co dzień.

Siostry serafitki są tak mocno obecne w Hałcnowie od ponad stu lat, że dla każdego z nas to coś naturalnego i oczywistego. Pamiętam, że mój pierwszy bliższy kontakt z siostrami to rok 1988, kiedy chciałam oddać do przedszkola sióstr moją trzyletnią córeczkę. Była tam parę dni i czuła się dobrze, ale ogólnie wtedy jeszcze nie znosiła przedszkola - to było dla niej za dużo. Upatrzyła sobie jednak siostrę pracującą w kuchni - niestety, nie pamiętam jej imienia - i trzymając się habitu tej siostry, całymi dniami spędzała z nią czas.

Siostry są naprawdę wspaniałymi pedagogami. Siostra przełożona zaprosiła mnie wtedy na rozmowę i powiedziała, że dla mojej córeczki byłoby lepiej, gdyby jednak znaleźć możliwość zostawienia jej w domu. I udało się - tak się zorganizowaliśmy, że zostawała z babcią. Ale zapamiętałam ten bardzo miły, serdeczny kontakt z siostrami.

Kolejne spotkania to już w czasach „przedzerówkowych”. Zerówka wtedy nie obowiązywała, ale w salce katechetycznej siostry prowadziły katechezę podstawową dla małych dzieci. Dziś coraz powszechniej słyszę, że zdecydowana większość moich znajomych posyłała, bądź chce posłać swoje dzieci do przedszkola sióstr. Wszyscy je tu bardzo cenią.

Z siostrami wiąże się także taki zabawny epizod z mojego życia małżeńskiego. Pobieraliśmy się w 1984 roku. Na organach grała wtedy s. Ignacja. Tak wszyscy czuliśmy, że te organy, to dla niej ofiarna praca, poświęcenie. Chyba ciążyła na niej presja, że skoro nie ma organisty, to powinna. Była taka potrzeba, żeby grać na organach, więc siostra w posłuszeństwie podjęła się tego zadania. Ale na naszym ślubie chciał zagrać na organach nasz kolega ze studiów. Uzyskaliśmy zgodę księdza proboszcza, więc poszliśmy zaraz do s. Ignacji zapytać o taką możliwość. Siostra wtedy spojrzała na nas z taką wielką radością i z wyraźną ulgą zawołała: „Ależ oczywiście!”. Sprawiała wrażenie, że zdjęliśmy z jej serca ogromny kamień.

Siostry cały czas są z nami, ale chyba za mało czasu im poświęcamy. Dlatego myślę, że beatyfikacja ich założycielki, Matki Małgorzaty Szewczyk, to dla nas doskonała okazja, żeby poznać ich charyzmat, historię, to, czym żyją na co dzień.

«« | « | 1 | » | »»
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
Pobieranie...
przewiń w dół