Jak Matka Teresa z Kalkuty

ur

dodane 04.06.2013 17:32

Pan Bóg sam sobie wybiera okoliczności i sytuacje, w jakich nas powołuje do życia zakonnego.

Od wczesnych lat życia miałam kontakt z duchowością franciszkańską. Pochodzę z Rybnika, gdzie posługują franciszkanie. Pociągał mnie św. Franciszek - i ten mój z Rybnika, i ten z Góry św. Anny, gdzie często pielgrzymowałam.

Siostrę zakonną w habicie franciszkańskim po raz pierwszy zobaczyłam w Kalwarii Zebrzydowskiej i bardzo się ucieszyłam, że spotykam siostrę - a więc kogoś z żeńskiego zgromadzenia zakonnego! Właśnie wtedy dowiedziałam się, że to siostra serafitka i że zgromadzenie to żyje duchowością św. Franciszka.

Zupełnie nie wiedziałam o tym, że w charyzmacie serafitek rys Matki Bożej Bolesnej jest tak mocno obecny. Z czasem go odkryłam. I ten rys Matki Bożej Bolesnej, stojącej pod krzyżami współczesnych Chrystusów, stał się dla mnie wskazówką życiową.

Matkę poznałam oczywiście w klasztorze...Imponuje mi jej pokora. Była szlachcianką z pochodzenia, ale założyła zgromadzenie, które miało służyć ludziom prostym. Wstępowały do niego prawie wyłącznie dziewczęta pochodzące z ubogich rodzin. Nie chciała krępować sióstr tym, że jest „lepiej urodzona” - pewnie z tego wynikał fakt, że przez długi czas badacze jej życiorysu nie byli w stanie określić jej miejsca urodzenia... Ona chciała być siostrą i matką. Nie szlachcianką.

Mieszkać tutaj, w Hałcnowie, w założonym przez nią pierwszym domu w Galicji, to coś niezwykłego... Tego ducha Matki się tu wyczuwa. Ona tutaj się nami opiekuje...

Dla mnie Matka Małgorzata jest takim pierwowzorem Matki Teresy z Kalkuty. Zbierała te staruszki gruźliczki z ulic do swojego pokoju i tam się nimi opiekowała Żyła z nimi w jednym pomieszczeniu - razem z ich ropiejącymi ranami, kaszlem i innymi dolegliwościami. Pracowała w ukryciu, bez afiszowania się tym, co robiła. I to jej spuścizna dla nas. Do końca prosiła, by siostry zachowały prawdziwe ubóstwo...

To, co mnie jeszcze urzeka w Matce, to fakt, że była niesłychanie energiczną i pełna humoru kobietą. Miała w sobie dużo takiej ikry, energii, która porywała innych. To widać po pierwszych powołaniach. Miała w sobie coś takiego, co przyciągało ludzi.

Była wymagającym człowiekiem, wrażliwym na ubóstwo - jednocześnie była dobrotliwa i matczyna wobec sióstr. Może to przez to, że sama wcześnie straciła rodziców... Dbała o to, żeby siostry nie głodowały, żeby nie marzły. Była bardzo wrażliwa na biedę ludzką.

To naprawdę był Ktoś. Bo jeśli ktoś, a zwłaszcza kobieta. wybierał się w tamtych czasach pieszo z Wołynia do Ziemi Świętej, to musiał to być przecież ktoś mocny i uparty!

 

«« | « | 1 | » | »»
oceń artykuł
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
Pobieranie...
przewiń w dół