My zostajemy, oni idą

Urszula Rogólska

dodane 01.05.2013 04:58

Na trasie pielgrzymów witają ci, którzy pójść nie mogą, dzwony z kościelnych wież i... strażackie syreny!

- Chociaż sam iść nie mogę, to bardzo chciałem tutaj być choć przez tę chwilę, kiedy pielgrzymi będą przechodzić niedaleko naszego kościoła - mówi ks. Kazimierz Grela, proboszcz parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Kozach Centrum. - Kozy są zawsze gościnne. Rozdzwoniły się dzwony naszej świątyni na powitanie pątników, bo chcemy wyrazić naszą solidarność i radość, że są tacy, którzy idą i się modlą. Chcemy ich też prosić, żeby w drodze modlili się za nas, którzy iść nie możemy.

Ksiądz Grela mówi, że ta pierwsza pielgrzymka jest swego rodzaju eksperymentem: - Bardzo chcieliśmy całą parafią powitać pielgrzymów, ale nie było pewne, o której godzinie konkretnie będą przechodzić przez Kozy. Ludzie są w pracy, trudno było się oderwać od obowiązków. Ale ci, którzy mogli, są na trasie.

Koziański proboszcz dodaje, że ta pielgrzymka jest mu szczególnie bliska - przez 17 lat był proboszczem parafii Miłosierdzia Bożego w Żywcu. - O Bożym Miłosierdziu można dużo mówić. To wielkie wyzwanie dla nas, ludzi XXI wieku - to kwestia dzielenia się miłością Bożą, ale i umiejętne korzystanie z łaski Bożego Miłosierdzia dla rozwoju każdego z nas i działania na rzecz innych. Kiedy świat zrozumie, czym jest Boże Miłosierdzie, będzie zupełnie inny. Tylko czy zechce...

Zapytany o pierwsze skojarzenia z Miłosierdziem Bożym, ksiądz Grela od razu przywołuje obraz brata Alberta "Ecce Homo": - Może to dziwne, że nie ten znany przez wszystkich wizerunek Jezusa Miłosiernego, ale właśnie ten niezwykły obraz Chmielowskiego, który w tak cudowny sposób obrazuje wielkość Bożego serca - Bożej miłości do człowieka.

Na trasie pielgrzymów pozdrawiali też cierpliwi kierowcy samochodów. - Dokąd idziecie? - padało bardzo często zza samochodowych szyb.

Przy drogach, na chodnikach nie zabrakło mieszkańców parafii, przez które przebiega trasa pielgrzymki.

- Jestem bardzo wzruszona - mówi Alicja Bryzek z Kóz. Razem z nią pielgrzymom machały Emilka Stasiak, Agnieszka Wrona i Małgorzata Wrona. - Kiedy dowiedziałam się, że grupy pójdą naszą ulicą Kęcką, zawołałam rodzinę. - Jesteśmy tu tę chwilę, kiedy trzy grupy szybko przechodzą, ale cieszę się, że możemy chociaż tak być z nimi. Czuję się bardzo związana z pieszymi pielgrzymami. Kiedy byłam młodsza, chodziłam z pieszą warszawską pielgrzymką na Jasną Górę. Teraz będziemy się tu, w domu, modlić za całą naszą diecezję razem z pielgrzymami.

«« | « | 1 | » | »»
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
przewiń w dół