• facebook
  • rss
  • Nadzieja jak wyprasowany obrus

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 06/2013

    dodane 07.02.2013 00:00

    Fundacja „Nadzieja”. Czasem marudzą: „A po co to tak, takich plam to nawet nie widać” – opowiada Irena Kuczera. – A ja im zdecydowanie: jest niedziela i obrus ma być śnieżnobiały. Jaki masz porządek dokoła, taki jesteś w środku.

    Zawsze kiedy wracam ze szkoły albo z pracy do domu... – Agnieszka Konior jest zaskoczona tym, co właśnie powiedziała. – Powiedziałam: „do domu”? Tak... wracam do domu. Bo tu jest mi lepiej niż w rodzinnym domu. Kiedy wracam, czeka na mnie ciepły obiad, są ludzie, którzy się o mnie troszczą. Mogę usiąść w kuchni i tak zwyczajnie chłonąć ciepłą atmosferę. Ale najczęściej siadam tu z książkami do szkoły, bo uwielbiam się tu uczyć. – Mają pokój do nauki, a zawsze przychodzą do kuchni i tu nie przeszkadzają im gwar, śmiechy ani płacz dziecka – śmieje się ks. Józef Walusiak. Agnieszka przerywa naukę i wyczarowuje dla wszystkich kawę ze spienionym mlekiem. Przy Zaporze numer 100, w hostelu „Klimczokówka”, nikt nie robi tak dobrej kawy jak ona.

    Jak w domu

    – Pierwszym domem fundacji był Katolicki Ośrodek Wychowania i Terapii Młodzieży „Nadzieja” przy Barkowskiej 167 w Bielsku-Białej – mówi ks. Józef Walusiak, założyciel Fundacji Zapobiegania i Resocjalizacji Uzależnień „Nadzieja”. – Po dwóch latach okazało się, że spora liczba dzieci i młodzieży po terapii nie bardzo miała gdzie wracać. Pochodzą ze środowisk patologicznych albo zagrożonych, czasem w trakcie ich terapii rodzina się rozpadła. Dlatego też w 1993 r. powstał pierwszy hostel przy ulicy Sabały, potem kolejny przy Sobieskiego, a w 1997 – „Klimczokówka” w Wapienicy. Dziś działają dwa – właśnie ten ostatni i nowy – hostel „Królowej Pokoju” przy ul. Kolonia, w budynku przekazanym przez miasto. – „Klimczokówka” to częściowo mieszkania readaptacyjne, częściowo hostel dla młodzieży pełnoletniej – tłumaczy ks. Józef. – Trafiają tu także osoby z MOPS-u, z Domu Samotnej Matki, z Podbeskidzkiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Nie ma określonego czasu pobytu, każdemu dajemy dach nad głową na tak długo jak to konieczne. Mieszkaniec musi jednak uczyć się lub pracować i zachowywać trzeźwość. Większość mieszkańców „Klimczokówki” – dziś jest ich dziesięcioro – to osoby bezdomne. – Staramy się, żeby tu było jak w domu – mówi ks. Józef. – Żeby tutaj uczyli się domowego stylu życia, przeżywania świąt, niedzieli; wszystkiego – od kucharzenia po tworzenie atmosfery rodzinnej wspólnoty. Opłata za miesiąc mieszkania tutaj to 250 zł. Wszystko, co uda się mieszkańcom zarobić ponad to, mogą wydawać zgodnie z własną wolą. Wielu oszczędza, by móc się usamodzielnić. – Gotują panie: Irenka (która też kiedyś tu mieszkała) i Teresa, pozostałymi obowiązkami dzielimy się – opowiada Agnieszka. – Mamy grafik sprzątania, dbania o kaplicę, o podwórko. No, są jeszcze kury. Ale ja się ich boję, więc też ma je na swojej głowie pani Irenka. Tradycją stały się uroczyste obchodzenie urodzin i imienin mieszkańców, wyjazdy do kina, teatru, w góry, na narty.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół