• facebook
  • rss
  • Ogień i łzy

    dodane 08.11.2012 00:00

    Wiele zostało w pamięci. Po latach powraca w niej nawet zapach starych drewnianych ścian i wstrząsający widok płonącej świątyni.

    Wieczór 26 października 1992 r. przeszedł do historii Łękawicy jako najtragiczniejszy. Liczący sobie prawie 500 lat zabytkowy kościół spłonął doszczętnie. Mimo zaangażowania wszystkich dostępnych sił nie udało się go uratować. Silny wiatr tylko podsycał ogień.

    – To była dla nas tragedia. W jednym momencie kościół stanął w płomieniach. Byliśmy bezradni – wspomina proboszcz ks. kan. Jerzy Smalcerz. Gdy przyjechała straż pożarna, również musiała ustąpić przed żywiołem, który był już nie do opanowania. – Ten gotycki drewniany kościół był bezcenny. Nie da się nawet ustalić wielkości strat, bo nie da się wycenić wartości renesansowej polichromii – mówił następnego dnia Karol Gruszczyk, wojewódzki konserwator zabytków.

    – Brałem udział w trzech tysiącach akcji, łącznie z pożarem czechowickiej rafinerii. Ta pozostawiła we mnie najbardziej głębokie uczucia. To nie był zwykły pożar – mówi ppłk Czesław Pruski, dowódca strażaków. Tak w straży odnotowano zgłoszenie pożaru. – Tę godzinę przypomnieliśmy sobie po latach, gdy odszedł papież Jan Paweł II – mówi Stanisław Baczyński, wójt Łękawicy, który brał udział w próbach ratowania płonącego kościoła i później w jego odbudowie.

    Taki tytuł nosi też publikacja, wydana przez niego na 20. rocznicę tamtej tragedii. Zawiera wspomnienia ludzi i mówi młodszym parafianom, jakim skarbem był ich poprzedni kościół. – Zamieszczając relacje i zdjęcia, chciałem podkreślić ich autentyzm i szczerość, bo w nich mieszczą się uczucia i prawda o tym kościele – mówi Mariusz Hujdus, redaktor książki i autor filmowego dokumentu na ten sam temat.

    Obie publikacje mówią też o tym, jak rodziła się nowa świątynia. Nieszczęście zmobilizowało łękawiczan do pracy. Zabytek był nie do odtworzenia, więc po uprzątnięciu zgliszcz niemal natychmiast przystąpiono w Łękawicy do budowy nowego kościoła. Niespełna rok później, gdy bp Tadeusz Rakoczy wmurowywał kamień węgielny, ściany miały już kilka metrów.

    O ogromnym zaangażowaniu wymownie świadczy kolejna data: już w 5. rocznicę pożaru bp Tadeusz Rakoczy mógł poświęcić gotowy kościół! Od archiwalnych ujęć płonącego kościoła i zgliszcz rozpoczyna się film przypominający tamte chwile, Mszę św. odprawioną pod gołym niebem przez bp. Rakoczego i ks. inf. Władysława Fidelusa, a także powstawanie nowego kościoła.

    – Za zgodą bp. Rakoczego zacząłem jeździć po parafiach i zbierać pieniądze na budowę. W ciągu trzech lat dotarłem do ponad 80 parafii – mówił podczas wieczoru wspomnień ks. kan. Smalcerz. A inni członkowie komitetu budowy z przewodniczącym Stanisławem Dziedzicem na czele wspominali, jak pokonywali kolejne przeszkody i wznosili nowy Boży dom. Członków tego komitetu przypomina tablica, odsłonięta w Urzędzie Gminy z okazji 15. rocznicy poświęcenia nowego kościoła.

    – Myślę, że ta pamięć im się po prostu należy – uważa wójt Stanisław Baczyński. – W cieniu tamtej kościelnej wieży urodziłem się i wychowałem, a w cieniu obecnej – mieszkam i pracuję. To dla mnie ważne. Pożar został w naszej pamięci i wciąż wraca. A budowa nowego kościoła stała się ważnym doświadczeniem całej społeczności, z której możemy być dumni. Bolesne chwile sprzed 20 lat i tę radość sprzed 15 lat, gdy poświęcony został nowy kościół, duszpasterze i wierni wspominali podczas dziękczynnej Mszy św. Mówił o nich również list, który z okazji obu rocznic skierował do nich bp Rakoczy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół