• facebook
  • rss
  • Fotograf jak Łazarz

    Ks. Jacek M. Pędziwiatr

    dodane 26.10.2012 20:46

    Co łączy zmarłego więźnia Auschwitz z przyjacielem Jezusa?

    O Łazarzu, tym z Betanii, bracie Marty i Marii, tym, którego wskrzesił z martwych Jezus, powstało wiele legend. Opowiadały dalsze dzieje rodzeństwa, prześladowanego przez Żydów i Rzymian z powodu zażyłości z Mistrzem z Nazaretu. W ramach prześladowań miano ich troje zapokładować na statku z kadłubem podziurawionym niczym sito, który jednak cudownie przebył Morze Śródziemne i szczęśliwie dobił do obecnych wybrzeży południowej Francji lub Cypru – tu legendarnych wariantów jest już kilka.

    Ale o jeszcze innej legendzie chciałem wspomnieć – tej, która powiada, że po wskrzeszeniu z martwych przez Jezusa Łazarz już do końca życia się nie... uśmiechnął. Bo jak można się uśmiechać, kiedy przekroczyło się bramy śmierci i widziało rzeczy, które swoim wybranym przygotował Bóg?

    23 października, w wieku 94 lat, zmarł Wilhelm Brasse. Pochowano go na cmentarzu w rodzinnym Żywcu. Dziadek Wilhelma, Austriak z pochodzenia, był ogrodnikiem u Habsburgów. Ojciec – zagorzałym patriotą, uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. WIlhelm – mimo korzeni i nazwiska – czuł się stuprocentowym Polakiem. Odmówił podpisania volkslisty, kiedy w 1939 roku hitlerowcy wkroczyli do Żywca. Po raz drugi obronił swą polskość, gdy Niemcy złapali go w Bieszczadach, gdzie próbował przedrzeć się do Armii Polskiej. Trafił do KL Auschwitz, gdzie zatrudniono go jako fotografa. Zrobił potrójne zdjęcia: z przodu, z profilu i „trzy-czwarte” pięćdziesięciu tysiącom mężczyzn, kobiet i dzieci w pasiakach. Przeżył Auschwitz i kilka innych obozów na terenie Rzeszy.

    Co ma wspólnego z Łazarzem? Łazarz podobno po wskrzeszeniu nigdy się nie uśmiechnął. A Brasse po odzyskaniu wolności w 1945 roku już nigdy nie wziął do ręki aparatu fotograficznego. I przez dwadzieścia lat nie powiedział ani słowa po niemiecku. Nawet jego własna żona nie wiedziała, że ten język znał od dzieciństwa. I jeszcze jedno ich łączy: dawanie świadectwa. Łazarz dawał świadectwo wiary, Brasse – okrucieństwa czasu i przestrzeni KL Auschwitz. 23 października w Żywcu umarł jeszcze jeden człowiek, o którym Herbert pisał: „ocalałeś nie po to aby żyć / masz mało czasu trzeba dać świadectwo...”.

    Po Brassie zostało świadectwo 170 minut nagrań w archiwum Muzeum Auschwitz i film dokumentalny „Portrecista”. W sumie niewiele, jak na pięć lat kacetu. A po Łazarzu też zostało raptem parę wierszy w Ewangelii. Ta wielość przeżyć i kruchość śladów też ich łączy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół