• facebook
  • rss
  • Bohaterowie z sąsiedztwa

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 39/2012

    dodane 30.09.2012 10:06

    – Kiedy zobaczyłem pamiątki po Marianie Główce ze Straconki, oniemiałem – mówi Jerzy Klistała. – Wiedziałem, że ten skarb trzeba ocalić. Skarbów, które mi powierzono, starczyło na prawie 500 stron książki...

    – To są fascynujące postaci! Henryk Boryczka z Bielska, Józef Braszka z Bestwiny – wspaniali nauczyciele! Nieprzeciętna rodzina Dzieniów zaangażowana w działalność ZWZ-AK i dziesiątki innych! – mówi Jerzy Klistała, mieszkaniec Bielska-Białej, urodzony w Rybniku, który niestrudzenie ocala pamięć o bohaterskich, a często zapomnianych mieszkańcach Podbeskidzia i ziemi rybnickiej, którzy zginęli w czasie II wojny światowej.

    Słowniki biograficzne – „Martyrologia” – jego autorstwa, są źródłem wiedzy dla wielu historyków. Nakładem cieszyńskiego Stowarzyszenia „Wszechnica” ukazała się jego kolejna książka: „Koszmary z hitlerowskich Polenlagrów, więzień i Konzentrationslagrów w latach 1939–1945”. – Ta książka nie jest jedynie zbiorem biogramów – mówi autor.

    – Dzięki zaangażowaniu członków rodzin moich bohaterów powstała książka, która jest zbiorem relacji o patriotach z sąsiedztwa. O wielu osobach, które chciałem przedstawić, wiedziałem dzięki moim poszukiwaniom przy wcześniejszych publikacjach, ale wiele też poznałem „przypadkowo”. Wśród takich spotkań było to wyjątkowe ze Stanisławem Dzieniem. Jerzy Klistała spotkał go w... sklepie komputerowym. Wrażenie robiła na nim wiedza informatyczna tego starszego człowieka. Ale zainteresowało go coś jeszcze – wytatuowany numer obozowy na odsłoniętym przedramieniu pana Stanisława. Z KL Auschwitz.

    – Od lat szukam świadków tamtej tragedii – kogoś, kto mógł choćby otrzeć się ramieniem z moim ojcem, kto przebywał tam w tym samym czasie... – mówi. – Dlatego zapytałem o tamten czas tego mężczyznę... Jerzy Klistała miał 7 lat, kiedy został aresztowany jego ojciec Jan. Zginął w KL Auschwitz w 1943. Tak jak i jego wujek Stanisław Sobik i jego żona Zofia. Jak sam podkreśla, najnowsza publikacja przybliża także postaci tych, których tragicznie dotknęła śmierć najbliższych w obozach – w tym jego mamy Heleny. Miała 33 lata, kiedy została sama. Na jej barkach spoczęło utrzymanie całej rodziny. Była młodą kobietą, której plany i marzenia przekreślili naziści. W swojej publikacji wspomina też o zdrajcach, jak i tych, którzy – jak choćby pochodzący z Bielska esesman Edward Lubusch – byli po drugiej strony barykady, a jednak pozostali we wspomnieniach wielu osób jako ci, którzy pomagali Polakom. – Dowiedziałem się, że córka Lubuscha odwiedziła kiedyś Muzeum Auschwitz. Wielką zadrą w jej sercu był fakt, że ojciec był esesmanem. Kiedy dowiedziała się o świadectwach Polaków, odetchnęła z ulgą – dodaje autor książki, którą można kupić w bielskich księgarniach „Oświata” i w „Klimczoku”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół