• facebook
  • rss
  • Bo im się drogi pokrzywiły

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 39/2012

    dodane 27.09.2012 00:00

    Rozbudowa „Nadziei”. – Wiem, że warto... – ks. Józef Walusiak szuka czegoś w pamięci. – Irka, fryzjera z Warszawy, pamiętacie? Jego rodzice przyjechali niedawno na Barkowską w drodze do Bułgarii. Podziękować. Po 15 latach... Tym bardziej jestem pewien: warto...

    Irek, fryzjer, był bardzo charakterystyczny ze względu na fryzurę. Musiał być, skoro po 15 latach tak dobrze go pamiętamy – uśmiecha się ks. Józef Walusiak, założyciel Katolickiego Ośrodka Wychowania i Resocjalizacji Młodzieży „Nadzieja” w Bielsku-Białej. – Różnie się toczą losy naszych wychowanków. Jedni chcą utrzymywać kontakt, inni nie. Wszyscy przyszli tu jako przegrani. Jedni wyszli na ludzi, inni nie chcieli. Niektórzy już nie żyją... Wielu kończy studia. Pomagają takim, jakimi oni byli kiedyś. Rodzice Irka mnie wzruszyli. Postanowili przyjechać podziękować za jego terapię. Irek skończył studia, zamieszkał w USA, tam ma szczęśliwą rodzinę. Kiedy słucham takich historii, to dla mnie kolejny sygnał, że warto robić wszystko, żeby im pomóc. A dziś mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek Irek nas odwiedzi, nie pozna już tego miejsca.

    Namiastka prywatności

    Z Adamem Kasprzykiem, kierownikiem ośrodka „Nadzieja”, wędrujemy po budynku. Ośrodek jest Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej, powołanym przez Fundację Zapobiegania i Resocjalizacji Uzależnień „Nadzieja” w maju 1991 roku. Jest dofinansowywany przez NFZ. Jego program terapeutyczny skierowany jest do dzieci i młodzieży między 13. a 18. rokiem życia, uzależnionych od środków psychotropowych – narkotyków i alkoholu. Terapia trwa tu około 12 miesięcy. Ośrodek może przyjąć 32 osoby. Leczenie 28 finansuje NFZ. – Tu cztery pokoiki dziewczyn, a pięć dla chłopców jest w drugiej części budynku. Warunki skromne, ale staramy się, by każdy miał choćby namiastkę prywatności – opowiada Kasprzyk. – Tu są dwie sale lekcyjne, bo w ośrodku mamy gimnazjum. Po lekcjach stają się salami terapeutycznymi. A tu pokój rozmów i pokój księdza – pokazuje kierownik ośrodka. Z jednego pomieszczenia dobiega płacz niemowlaka. – To Dominik – przedstawiają chłopczyka wolontariusze. – Jego mama ma teraz zajęcia terapeutyczne, więc jest pod naszą opieką. – Od ubiegłego roku na terapię przyjmujemy też nieletnie w stanie błogosławionym i z małymi dziećmi – wyjaśnia Adam Kasprzyk. – A tu mamy Szefa – uroczyście wskazuje na drzwi. A wchodzimy do... kaplicy. Na parterze są jeszcze niewielka sala gimnastyczna, siłownia, kuchnia (w której chłopcy właśnie skończyli obierać jabłka) i jadalnia. Wchodzimy jeszcze do auli – największej sali w ośrodku. Kiedy pada deszcz, dach przemaka. Ale powstrzymano się z remontem, bo zrodziły się nowe plany...

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół